Dziennik z podróży po targach BIOFACH 2005 

Festiwal wege - Kożyczkowo 2005 
(sierpień 2005)

Dziennik z podróży po targach BIOFACH 2006 

BIOFACH I VIVANESS 2007
Norymberga, Centrum Targowe 


Festiwal Wegetariański Nie Zabijaj 
(lipiec)

Festiwal - Wolimierz 2006 
(sierpień)

Spotkanie z profesorem Skolimowskim 

MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ WEGETARIANIZMU 
(październik)

Letni Festiwal w Kożyczkowie 
(lipiec 07)

Gotowanie makrobiotyczne
w Kiental Szwajcaria 

(styczeń 2008)

Wyprawa duchowa
do Indii 

(luty-marzec 09)

EkoConnect - Targi Żywności bio w Polsce 
(maj 09)

NOC KUPAŁY
z szamanem z Helsinek 

(czerwiec 2009)

Kurs masaży i makrobiotyki Łeba 2009 
(wrzesień 2009)

Wyprawa do Szkocji 
(lipiec-sierpień 09)

Kartka z 13. głodówki leczniczej 
(Łeba 2010)

TARGI ŻYWNOŚCI BIO - BIOFACH 
(Norymberga 2010)

ORGANIC MARKETING FORUM 
(2010)

FESTIWAL WEGETARIAŃSKI 
(Kożyczkowo 2010)

Targi Ekologia dla Rodziny EcoFamily 
(marzec)

Festiwal wegetariański 2011 
(Kożyczkowo lipiec)

FESTIWAL WEGETARIAŃSKI 
(Kożyczkowo 2012)

Kartka z głodówki leczniczej  
(Łeba 2012)

Organic Marketing Forum 
(maj 2012)

FESTIWAL WEGETARIAŃSKI 
(Kożyczkowo2013)

Targi Organic Marketing Forum 
(czerwiec 2013)


Kartka z głodówki leczniczej  

Przez 10 majowych dni głodowaliśmy pod okiem pani doktor Grażyny Ziółkowskiej

na głodówce leczniczej zorganizowanej już po raz piętnasty przez miesięcznik Wegetariański Świat.

I... dotrwaliśmy wszyscy do końca głodówki.   

 

 

Głodówka jest jak sprzątanie dużego, zagraconego i zabrudzonego domu. Aby tego dokonać trzeba zmobilizować ogromną ilość siły. Organizm musi być w ruchu. Przy głodówce jest to bardzo ważne, bowiem w czasie ruchu, a szczególnie na świeżym powietrzu, organizm ma szansę pobrać dużą ilość tlenu, który potrzebny jest do spalania toksyn, które uwalniają się z tłuszczy do krwioobiegu w czasie procesu oczyszczania.

Najlepiej służą temu ćwiczenia, nawet takie jak na fotce powyżej, z przymróżeniem oka na stole bilardowym. No i... kilkunastokilometrowe spacery nad morzem, które ćwiczyliśmy codziennie. Wszak w zdrowym ciele, zdrowy duch.

I jak zwykle przy głodowaniu pomagały nam dobre nastroje, kilkunasto-kilometrowe spacery brzegiem morza, poranna gimnastyka, ćwiczenia oddechowe, częste kąpiele, sauna, ale przede wszystkim wykłady prowadzone przez panią doktor Grażynę Ziółkowską, na których można się było dowiedzieć o wspaniałych walorach leczniczych tej formy terapii. 

Gimnastykę prowadziła Magdalena Młynarska-Balandiuk – wegetarianka od 26 lat, na co dzień mieszkająca na wsi w Górach Izerskich, propagująca zdrowe i dzikie style życia. Na co dzień Magdalena eksperymentuje na własnej ścieżce jedzenia i niejedzenia, przetrwania BLISKO MAMY ZIEMI.

Jest też twórczynią motta: Wpadając w przepaść, zawsze możesz chwycić się korzeni. Popularnym zabiegiem na głodówce stało się świecowanie uszu, a także masowanie stóp, na których znajdują się wszystkie receptory, a którego uczył na wieczornych zajęciach Jerzy Niczyporuk. Zabieg ten wzmacnia system odpornościowy, relaksuje i wycisza.

Stefan Poprawa znany z wielu eko-imprez – mistrz kuchni makrobiotycznej prowadził warsztat masażu shiatsu i warsztat-spotkanie z makrobiotyką.

Dwie osoby działając razem, są w stanie przesunąć ciężką szafę o 10 metrów. Każda z nich osobno mogłaby przesunąć ją nie więcej niż o 3 metry. Efekt działań wspólnych jest zawsze większy niż suma działań indywidualnych. To zjawisko nazywa się SYNERGIA. Mówi nam, że: Całość jest większa niż suma jej części. Synergia jest obecna w całej naturze, w każdym jej przejawie i powinniśmy czerpać z jej przykładu.

Tak właśnie robimy na głodówce. Głodujemy w grupie, która się wspiera i pomaga sobie nawzajem. Opiekę nad grupą sprawowała Agnieszka Olędzka, redaktorka naczelna Wegetariańskiego Świata.

A oto wypowiedzi uczestników:

Mirka: Na głodówce czułam się bardzo dobrze i szczerze mówiąc, chciałam ją przedłużyć aż do ujrzenia braku nalotu białego na języku. Ciągnęłam więc głodówkę po powrocie z Łeby dalej na działce, także lewatywy i codzienną gimnastykę. Ale... czułam coraz większy wstręt do picia wody. Nie smakowała mi żadna woda. Trochę przekonywałam się jeszcze do świeżo gotowanej, ale po 11 dniach przerwałam głodówkę z powodu „wodowstrętu” i stopniowo wychodziłam z niej według zaleceń, stosując nadal wyuczone ćwiczenia. Mogłam gotować dla robotników na naszej remontowanej działce i przyprawiać na oko, nie czując głodu, a sobie – przygotowywałam wywary.

Najsmaczniejszy był ten pierwszy po głodówce – rarytas! W dziewiątym dniu wychodzenia z głodówki czułam się świetnie, i miałam mnóstwo energii, zresztą tak jak przez cały czas wychodzenia. Zaczęłam bardziej z dystansem patrzeć na sprawy, które wcześniej mnie irytowały, a teraz mnie nie ruszają. Najbardziej cieszę się, że zmierzyłam się z lękiem przed głodem, który wpajał mi tata przez całe życie. Tata głodował w czasie wojny, więc u nas w domu nigdy nie brakowało jedzenia, wręcz zawsze gotowano znacznie więcej niż potrzeba i znacznie więcej się jadło...

Wojciech: Mam 29 lat i pierwszy raz głodowałem. Wyszło razem 11 dni. Nie miałem żadnych obaw i dobrze się przygotowałem. Tak przygotowany przeszedłem pierwsze 6 dni płynnie wspomagając się masażami, sauną. Żadnych bólów głowy. Dużo energii dodawało mi chodzenie boso, czym byłem zaskoczony. Matka Ziemia naprawdę ma dużo do zaoferowania :))

Siódmego dnia nadszedł tak zwany pierwszy przełom kwasiczy, a poznałem go po: wyczerpaniu zapasów energetycznych i spadku energii, poddenerwowaniem przez ten brak energii. W końcu nie bez powodu mówi się: człowiek głodny to człowiek zły. Jak ulał to powiedzenie pasowało do mojej sytuacji. No i oczywiście ciągle pojawiały mi się przed oczyma obrazy z jedzeniem: wszystko, ananas, pierogi, szczaw..?!) Nie mogłem ich odpędzić :) Wtedy, właśnie siódmego dnia położyłem się spać wieczorem i powtarzałem sobie, że nie będzie jedzenia i czas już żeby przewód pokarmowy się zamknął. Zasnąłem, a ósmego dnia rano już byłem spokojny – myślą i ciałem. Przemieszczałem się powoli i płynnie, nie spiesząc się, widząc świat wyraźnie, jakby trochę z boku, z nowej perspektywy. Iście sielankowy nastrój :)

Od tego dnia aż do ostatniego, czyli jedenastego zapomniałem o jedzeniu i poczułem że mógłbym tak żyć o wodzie w nieskończoność. Pojawiły się, a raczej zintensyfikowały wspomnienia z przeszłości, sytuacje z  dzieciństwa, które niosły ze sobą duże emocje, takie o których chciałem zapomnieć. Ich napływ powodował przeżywanie ich na nowo. Początkowo zacząłem się denerwować lecz w połowie dnia zrozumiałem, że zaczynam się oczyszczać i zacząłem uważniej przyglądać się tym wspomnieniom. I kiedy zacząłem je rozumieć poczułem się znacznie lepiej i już nie stanowiły dla mnie problemu. Zakończyłem głodówkę, gdyż nie chciałem zacząć wychodzenia w pracy. Okazało się, że wychodzenie było większym wyzwaniem niż głodówka. Pierwsze 3 dni na sokach z grapefruita z cytryną były bez zarzutu.

Czwarty dzień, czyli powrót do domu i codzienność. Pojawił się głód na wszystko. Wywar z warzywek prosił się o dodanie soli. Trzeba było mocno się opierać pokusom. Wywarek potem już smakował wyśmienicie i teraz często go gotuję :) Podsumowując: podczas głodówki oczyściłem ciało: wyrzuciłem małe wiaderko kamieni żółciowych, wątrobowych i trochę innych niezintentyfikowanych rzeczy z jelit, zmniejszyłem tkankę tłuszczową: schudłem 13 kg, ale po wyjściu 3 kilogramy mi wróciły. I choć na zmniejszeniu wagi mi nie zależało to lżejszy czuję się lepiej :) Zniknął ból z klatki piersiowej towarzyszący mi przez ostatnie 7 miesięcy. Podobnie, problemy z trawieniem, na razie zniknęły, alergia i astma oskrzelowa sezonowa zdaje się być nieaktywna, ale sezon się dopiero zaczyna, więc zobaczymy.

Czuję się ogólnie lepiej. Mentalnie też spore zmiany. Zmieniłem pracę, zacząłem się intensywniej edukować i zgłębiać siebie. Patrzę na życie inaczej i ruszyłem w tą drogę, którą zobaczyłem. Nie jest łatwo, dalej wychodzą ukryte emocje, problemy i popełniam błędy, ale warto nie iść w życiu na łatwiznę, życie zyskuje nowych barw. Świadome przeprowadzenie głodówki może zmienić życie... moje się zmieniło...

Maciek: Moje wychodzenie było na soku – Kocham Grapefruity !!!  :-)))) Skróciłem je o 2 dni – przebiegło poprawnie.

Jako skutek głodówki podjąłem 3 postanowienia:

1. Unikać mięsa

2. Nie solić (chodzi o dosalanie potraw)

3. Nie stosować cukru Samopoczucie mam dobre i miłe wspomnienia z Łeby.

 

I jeszcze wypowiedź pary seniorów: Wilhelminy i Jerzego, w wieku 78 lat, którym - jak piszą - głodówka w Łebie przeszła bez problemowo.

Przy wykorzystaniu pełnego programu pobytu, od porannej gimnastyki, trzy godzinnego spaceru po plaży, poziomowania wątroby pół godzinnego, wykładach Pani doktor, codziennej saunie i wieczornych medytacjach, na przeczytanie przywiezionej literatury i prasy nie było już czasu.

Cały czas prowadziliśmy pod nadzorem Pani doktor pomiary ciśnienia tętnicznego. poziomu cukru, wagi, przy odstawieniu pobieranych dotychczas leków. U Jurka waga spadła z 90 kg do 79 kg Ciśnienie tętnicze i poziom cukru spadły poniżej normy, pomimo nie brania leków. Wychodzenie z głodówki przeprowadziliśmy zgodnie z wytycznymi.

Wyjechaliśmy z Łeby 29 kwietnia do rodziny w Wejherowie, cały dzień bez jedzenia, a dzień później pojechaliśmy do Wrocławia samochodem 600 km, tylko po szklance soku z grejpfrutu rozcieńczonego wodą 1: 3 trzy razy dziennie. Porcję na całą podróż przygotowaliśmy w termosie. We Wrocławiu byliśmy po 16 i jeszcze popracowaliśmy sobie w ogrodzie działkowym przy plewieniu trzy godziny. Pierwszego maja pracujemy jeszcze na działce, po szklance soku już pół na pół z wodą i jedziemy w góry do Stronia Śląskiego.

Następny dzień już praca w ogrodzie w Stroniu i już szklanka czystego soku z 3 razy na dzień. Kolejne dni to wywar z jarzyn, a następnie ugotowane jarzyny. Przestrzegamy zasady że pierwsze 10 dni wychodzenia z głodówki odbywają się bez używania soli. Potem kaszki i surowe pomidory. Odkrywamy nowy przysmak, plasterek pomidora przełożony plasterkiem kiwi.

Teraz codziennie na śniadanie jadamy taką sałatkę. Zgodnie z wytycznymi 10 maja wypijamy pierwszą lampkę czerwonego wina z naszych ogrodowych owoców. Wielkim świętem było pierwsze opróżnienie jelit po prawie trzy tygodniowej przerwie. Jurek zrobił pierwsze badania laboratoryjne po głodówce 10 maja, które przedstawił naszemu lekarzowi rodzinnemu.

Pani doktor była zaszokowana wynikami. Wskaźniki wątrobowe ALAT przed głodówką 42 U/L, po 25,8, GGTP przed 123,4 U/L, po 65,5 U/L, cholesterol całkowity przed 255,7 mg%, po 139,5. Glukoza 162,8 mg%, po 101 mg%. Sensację w Gminie Stronie Śląskie, gdzie mieszkamy, wywołał artykuł Pana Niczyporuka z Zielonych Wiadomości pod tytułem: Sudety biją na alarm na temat wydawania koncesji na badania i rozpoznanie złóż uranu w Sudetach opartych na technologii wtłaczania pod ziemię stężonego kwasu siarkowego i innych chemikaliów. Na terenie Gminy Stronie Śląskie wydobywano w latach pięćdziesiątych poprzedniego wieku rudy uranu i wprowadzenie nowych technologii mogłoby zagrozić zanieczyszczeniem wód podziemnych, z których pobierane są wody do celów komunalnych. Reasumując głodówka lecznicza w Łebie poprawiła stan naszego zdrowia, trochę jesteśmy młodszymi.

Drugiego czerwca weszliśmy na Śnieżkę, bez specjalnego zasapania. Dla Jurka było to jubileuszowe wejście na Śnieżkę, po 65 latach od pierwszego wejścia w 1947 roku i pierwsze po osiemdziesiątce. Został uhonorowany przez Liczyrzepę specjalnym certyfikatem. - Seniorzy głodówki Luna i Jurek

 

Następna głodówka za rok na wiosnę! Serdecznie zapraszamy.

 

 


(Łeba 2012)

na początek