sklep żółty cesarz

głodówka

kontakt
jeden krok wstecz  
na początek

Klub Ludzi Antykariery

...w dobie funduszy emerytalnych często odnoszę wrażenie, że większość ludzi urodziła się po to, żeby umrzeć - na emeryturze, oczywiście. Ja wybieram życie.
nr 56

Pytania, które możecie sobie zadać, przy zastanawianiu się, czy idziecie drogą antykariery.
- Czy zarabiasz pieniądze, robiąc to co kochasz?
- Czy - jak określa to Jarow - nęka cię rozdźwięk pomiędzy życiem, a pracą, między codziennymi wysiłkami a marzeniami?
- Czy praca jest koniecznym wyrzeczeniem w twoim życiu?
- Czy nabrałeś umiejętności, o której mówił już Lao-cy, aby po prostu płynąć jak woda i we właściwym czasie znajdować się we właściwym dla siebie miejscu?
- Czy umiesz "rozciągać czas", tak aby praca zamiast tobą rządzić wpasowywała się w twoje życie?
- Jarow radzi: nie walczyć z chaosem. Twórczość wyłania się z chaosu. Pokazuje też cztery kroki na drodze antykariery:
1. Odnalezienie wewnętrznego ognia, czyli odnalezienie pasji życia.
2. Znalezienie w sobie mądrości, cierpliwości i mądrej dyscypliny, lub nauczyciela.
3. Powołanie w sobie chęci służenia innym. Zrozumienie współzależności wszystkiego i wszystkich.
4. Nabycie zdolności twórczego organizowania życia wokół swojej wizji.
Na jakim etapie jesteś? Który z etapów jest najtrudniejszy?

Z Romkiem Kalickim - wydawcą książki "Antykariera" rozmawia Agnieszka Olędzka

- Czy trzeba przegrać świat, aby wygrać duszę? Czyli: czy można zarabiać pieniądze robiąc to co się kocha?
- Czy antykariera stanie się popularną drogą w nadchodzącym wieku?
- Co chciałbyś, aby napisano na twoim nagrobku? Czy chciałbyś, aby napisano: ten pan sprzedał w swoim życiu 3 256 par butów, czy może wolałbyś: ten człowiek pomagał innym realizować ich marzenia? A może wolałbyś: ten człowiek realizował swoje marzenia?

Agnieszka Olędzka - Czym jest dla ciebie antykariera? Co w koncepcji antykariery jest, twoim zdaniem, najbardziej wartościowe?
Romek Kalicki - Dla mnie, niesamowite w tej koncepcji jest to, że zakłada ona, iż każdy z nas jest w posiadaniu niezwykłego skarbu - czegoś w rodzaju mapy własnej drogi, mapy własnego powołania, którą nosimy w sobie. Wielcy nauczyciele duchowi tłumaczą nam od niepamiętnych czasów, że wszystkie poszukiwania w świecie zewnętrznym i tak z konieczności prowadzą nas do wnętrza, bo tam tkwi nasza prawdziwa tożsamość, nasza prawda o sobie samych, największe marzenie naszej duszy. Antykariera to potwierdza.
Grupa ludzi z doktorem Rickiem Jarowem na czele, pracując nad zagadnieniem urzeczywistniania zgodności życia wewnętrznego człowieka z jego funkcjonowaniem na zewnątrz, a w szczególności zgodności duszy człowieka z wykonywaną przez niego pracą zawodową - opracowała model kariery oparty na czakramach ludzkiego ciała duchowego. Okazało się, że pojęcia dotąd wiązane jedynie z życiem wewnętrznym doskonale nadają się także do opisu drogi wychodzenia jednostki od życia wewnętrznego do funkcjonowania w świecie. Odkrycie to umożliwiło opracowanie konkretnych strategii rozwoju twórczości i kariery, które byłyby zakorzenione w naszej wewnętrznej prawdzie, wyrastające z ciała i przez to autentyczne, a także najlepiej służące naszemu rozwojowi w kierunku ostatecznego celu i wypełnienia misji swojego życia.
Myślę, że odkrycie tej duchowej, wewnętrznej "mapy" i zastosowanie jej do planowania własnej kariery to najbardziej wartościowy, a zarazem rewolucyjny wkład, jaki twórcy antykariery mają do zaoferowania ludziom pragnącym realizować się poprzez pracę w systemie gospodarki wolnorynkowej w dzisiejszych czasach. Z właściwego zrozumienia i uhonorowania potrzeb duszy i ciała na poziomie jednostkowym wynika także szersza perspektywa docelowego połączenia nurtów, tak wydawałoby się sprzecznych jak biznes i duchowość, w całej społeczności ludzkiej. Widać to zresztą wyraźnie na przykładzie zmian, jakie zachodzą w gospodarce światowej, na rynku pracy i w systemach wartości wyznawanych przez poszczególnych ludzi.
Agnieszka - Jak zaczęła się twoja antykariera?
Romek - Moja przygoda z antykarierą rozpoczęła się latem 1997 roku na zorganizowanej w Warszawie przez Polskie Towarzystwo Transpersonalne konferencji, podczas której miałem okazję poznać Ricka Jarowa i uczestniczyć w prowadzonych przez niego zajęciach. Wykład trwał nie więcej niż 2 godziny, lecz energia, jaka emanowała od Ricka, poruszyła większość uczestników do głębi. Ja okazałem się najszybszy w wyścigu do jedynego egzemplarza książki, który akurat miał ze sobą ... i tak zostałem wydawcą. Od początku jednak wiedziałem, że chcę być wydawcą tylko tej książki: Creating the Work You Love, a nie wydawcą książek w ogóle. Dlatego zresztą zostałem tylko pół-wydawcą, drugie pół to Wydawnictwo Ravi, któremu też Rick wpadł w oko. Rok później, na otwartym spotkaniu Ricka w Warszawskim Ośrodku Kultury, ogłosiłem rychłe nadejście "rewolucji na warszawskim rynku pracy". Trochę żartowałem, a ...trochę nie! Wyglądało na to, że to, co nasz gość miał do powiedzenia, było dla uczestników spotkania ważne i inspirujące. A przyszło ponad 200 osób.
Rick poruszył we mnie pewną strunę, którą była moja intuicja na temat niesprzeczności praktyki duchowej i sukcesu w sferze materialnej, potrzeby medytacji i robienia biznesu. Zawsze przeczuwałem, że jeśli ktoś chce, to może i powinien te dwie rzeczy łączyć, podczas gdy życie na każdym niemal kroku temu przeczyło. Sprzeczność ta nie ominęła także mojego życiorysu. W roku 1983 przyjąłem inicjację duchową w jednej z dostępnych wówczas ścieżek duchowych wywodzących się ze Wschodu, a po to, by utrzymać rodzinę, w 1990 roku założyłem swoją pierwszą firmę. Nie mogę powiedzieć, żeby jedno posunięcie wynikało z drugiego, lub żeby te przedsięwzięcia jakoś szczególnie dobrze ze sobą współistniały. Raczej był to konflikt o charakterze walki konkurencyjnej, a moment rozpoczęcia tzw. działalności gospodarczej w zasadzie równał się u mnie z zakończeniem praktyki duchowej.
W chwili obecnej też nie jest jeszcze szczególnie różowo. W moim pierwszym antykarierowo-biznesowym przedsięwzięciu chyba właśnie powolutku wychodzę na zero, a w następne aktualnie inwestuję. Dlatego jeśli ktoś myśli, że antykariera to słodka idylla w oazie spokoju, to niech się raczej za to nie bierze. Natomiast jeśli komuś zależy na przeżyciu swojego życia w pełni, jako jego twórca, a nie ofiara gnębiona przez innych ludzi czy okoliczności, jeśli nie boi się samodzielności, odpowiedzialności i własnej oryginalności, i jeśli sądzi, że jest wytrwały, to polecam tę drogę. Bezpieczeństwo i zaufanie (do wielkiego procesu życia) to domena pierwszej czakry i absolutna podstawa dalszej pracy z własną antykarierą. Ponieważ jednak Bóg (Kosmos, Najwyższa ¦wiadomość, Życie - co kto woli) zawsze nas wspiera, zyskiwanie poczucia bezpieczeństwa jest procesem bardzo naturalnym i przyjemnym. Wystarczy zmienić własne myśli!
Agnieszka - Czy jest w antykarierze miejsce na uczucia i marzenia?
Romek - Nie tylko jest dla nich miejsce, ale mają też one wręcz podstawowe znaczenie. Każdy człowiek chce być szczęśliwy, często jednak jedyną dla niego formą zaspokojenia - właściwie oszukania czy też uśpienia - tej potrzeby, jest oglądanie telewizji, sen albo przejadanie się. Antykariera proponuje powrót do tych chwil w życiu, kiedy czułeś się szczęśliwy, rozpromieniony, kiedy namacalnie czułeś uniesienie i czar życia. Weź ze sobą te wspomnienia i zrób przynajmniej jedną rzecz każdego dnia, która wniesie radość w twoją obecną codzienność. Zmianę poczujesz na pewno.
Co do moich uczuć i pasji, to prawdopodobnie kilkuletni okres intensywnych medytacji na tyle uwolnił mój umysł, że potrafię dziś sobie pozwolić na posiadanie licznych marzeń i wizji lepszego świata, wizji lepszych relacji między ludźmi, czy też wizji rozwoju człowieka, aż do osiągnięcia jego pełnego potencjału. Uczucia te są we mnie na tyle żywe, że postanowiłem im sprzyjać i nadać im postać jak najbardziej zorganizowaną. One to doprowadziły mnie do takiego, a nie innego określenia moich celów.
Marzenia mają dla mojego rozumienia antykariery decydujące znaczenie. Najważniejszy, chyba, dla mnie drogowskaz antykariery zakorzeniony jest właśnie w moich marzeniach. Marzenie to rodzaj wizji celu, do którego chcemy dążyć. Na ogół marzenia kojarzone są z dzieciństwem i bywają traktowane jako coś nieaktualnego, niemal wstydliwego. Wielu ludzi porzuca marzenia, lub wstydzi się do nich przyznać, bo uznaje się za pokonanych przez prozę życia. A powinno być dokładnie na odwrót. Powinniśmy karmić naszą duszę najpiękniejszymi marzeniami, bo - kiedy już staniemy się dorośli, będziemy mieć rodziny, pracować itp. - nasze marzenia powinny przybierać postać celów, priorytetów i zadań do wykonania. A jeśli już ich nie mamy? Brrrrr! Aż strach się bać! Ja w moich marzeniach byłem już i oświecony (jak Budda), i najbogatszy (jak Bill Gates), miałem też i mam wiele innych marzeń, powiedzmy, średniego kalibru. A ponieważ to moje marzenia i uczucia są punktem wyjścia do formułowania poważnych, dorosłych celów i zadań, toteż moje cele są dość ambitne.
Agnieszka - Czym się więc teraz zajmujesz? Jak przebiega rozwój twojej antykariery?
Romek - Parę miesięcy przed poznaniem Ricka przeprowadziłem się na wieś pod Warszawę, a krótko potem "przeszedłem na emeryturę" w swojej własnej firmie, w wieku 35 lat. W momencie spotkania z Rickiem Jarowem próbowałem zajmować się alternatywnymi źródłami energii. Parę dni później przeczytałem w jego książce mniej więcej takie zdanie: każdy z nas chciałby w wieku dwudziestu dziewięciu lat przejść na emeryturę po to, by przez resztę życia robić to, co kocha. Parę rozdziałów dalej przeczytałem radę Ricka dla "antykarierowiczów", by zajęli się alternatywnymi źródłami energii. Czujesz to? To była po prostu moja książka, a już na pewno coś więcej, niż zwykły zbieg okoliczności. Ale kiedy okazało się, że profesjonalna turbina wiatrowa kosztuje milion marek, a Państwo Polskie nie jest specjalnie zainteresowane wspieraniem inicjatyw na tym polu, dałem spokój. Zdecydowałem się więc na wydanie książki Ricka, o czym już wspominałem.
Agnieszka - Czy książka jest twoim jedynym produktem, czy może z twojej antykariery wyłoniło się jeszcze coś więcej?
Romek - Książka to był mój pierwszy poważny krok. Ale kiedy książka leżała już sobie w księgarniach trzeba było się czymś zająć. Pozostając w dalszym ciągu pod głębokim wpływem idei antykariery, rozpocząłem poszukiwania uniwersalnego produktu, który najlepiej nadawałby się do upowszechnienia już nie idei, ale praktyki antykariery. Zadanie nie było łatwe, ale ja też nigdy nie lubiłem łatwych zadań. Cechy, jakie miał spełniać mój produkt, były mniej więcej następujące: powinien być uniwersalny i dotyczyć wszystkich ludzi zawodowo czynnych wszędzie na świecie; powinien sprzyjać ich najwyższej możliwej ekspresji, czyli krótko mówiąc, powinien wspierać ich antykarierę, przejawiającą się przecież w formie produktu bądź usługi; powinien być to produkt tani, łatwy w obsłudze dla obu stron (sprzedawcy i klienta); powinien być powszechnie dostępny, najlepiej przez 24 godziny na dobę; w miarę tani; łatwy w transporcie, ekologiczny, o dużej zawartości świadomości.
Z punktu widzenia hierarchii potrzeb Maslowa, z potrzebą samorealizacji na samym szczycie piramidy, oczywiste stało się, że mój produkt powinien wnikać w energię procesu samorealizacji moich potencjalnych klientów i wzmacniać ją. Z kolei energia samorealizacji człowieka najlepiej przejawia się w formie jego najlepszych produktów, czyli w czymś, co on sam stworzył i czym chce obdarować społeczność, w której żyje. Antykariera w czystej postaci. Ale pozostawał jeszcze jeden drobiazg. Dzięki temu produktowi ja miałem stać się bogaty (najlepiej jak Gates, albo jeszcze bardziej). No więc na początek oczywiste było, że aby być bogatym, trzeba dużo dostać (pieniędzy od ludzi). Ale żeby dostać dużo od ludzi, trzeba im dużo dać. Jak można jednocześnie dużo dać dużej ilości ludzi? Na co ludzie w ogóle skłonni są dawać pieniądze. Zatem idealny produkt musiał być potencjalnie masowy, ale przy tym ważny dla ludzi, z górnej półki, powinien zaspokajać potrzeby wyższego rzędu. I znów ... wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Najważniejsi dla nas jesteśmy ... my sami, nasze powodzenie, sukces, spełnienie. Jasne okazało się, że będę handlował "żywym towarem" - ludźmi.
Agnieszka - No wiesz, do tej pory brzmiało to interesująco, miejscami fascynująco, ale teraz brzmi przerażająco. Co masz na myśli?
Romek - To, oczywiście, żart. Chodzi o wspieranie ludzi poprzez promocję i sprzedaż ich produktów. Chociaż jeśli nie masz swojego produktu, który chroniłby cię jak tarcza, to wtedy jedynym produktem możesz być ... ty sam. Ale wracając do poprzedniej myśli - cel jest jasny: promować twoją antykarierę jako najwyższy przejaw twojej duszy i sprzedawać twoje produkty po to, aby umożliwić ci dalszy rozwój. Taka jest idea, sprężyna napędzająca cały ten mechanizm. Podam przykład. Twoim produktem jest miesięcznik "Wegetariański ¦wiat", fizyczna emanacja twoich wartości, a jednocześnie źródło utrzymania. Jeśli na skutek moich działań, a właściwie naszych, sprzedaż pisma wzrośnie chociaż o jeden egzemplarz, oboje jesteśmy do przodu. To samo dotyczy mojej książki i każdego innego produktu.
Agnieszka - No więc ... jak wygląda twój produkt.
Romek - Okazało się, dla mnie samego dość niespodziewanie, że moim produktem jest ...internetowa baza danych. Przyjęliśmy dla niej roboczą nazwę "Giełda Antykariery". Misją Giełdy jest wspieranie każdego człowieka w jego procesie samorealizacji (antykariery) poprzez promocję i sprzedaż produktów jego twórczej działalności. Zasada jest prosta: TWÓJ PRODUKT + ZASIĘG INTERNETU (promocja i sprzedaż) = TWÓJ SUKCES (również materialny, który wesprze twój dalszy rozwój w najlepszy dla ciebie sposób). W szerszym wymiarze celem Giełdy jest skupienie środowiska ludzi twórczo i samodzielnie poszukujących swojej drogi zawodowej i najlepiej odpowiadającej im roli społecznej - w jednym miejscu, w celu aktywizacji tegoż środowiska, jego wzmocnienia i, być może, w celu wyłonienia w przyszłości nowych, wspólnych przedsięwzięć.
Oczywiście nie jest tu niezbędne uznanie zasad antykariery, ani nawet ich świadomość. Wystarczy, że w drodze własnego twórczego rozwoju doszedłeś do takiego etapu, że nie musisz już sprzedawać siebie w całości (czytaj: iść do pracy), ale możesz zaoferować ludziom swój własny produkt (książkę, wiersz, obraz, warsztat samorozwoju itp.). Jedną z podstawowych wartości, które "rzuciłem na rynek" jest otwartość połączona z zaufaniem. Moja baza jest zawsze otwarta i nie cenzurowana, czynna całą dobę. Każdy może się do niej sam dopisać kiedy tylko zechce, z dowolnego miejsca na Ziemi, na dowolnie długi czas. Trwa to 5 minut. Można zamieszczać w niej adresy, telefony, linki, czyli łącza internetowe, teksty i obrazy, a w przyszłości także dźwięk, wideo i wersje językowe. Inaczej mówiąc róbta co chceta, a ja to popieram, ale jest prośba o przestrzeganie przy tym prawa. Co ciekawe, po to, by zamieścić swoje ogłoszenie na Giełdzie Antykariery, nie musisz mieć ani komputera, ani telefonu, ani własnej strony w Internecie, tylko parę minut on-line. Poza tym jest jeszcze taka możliwość, że to ja dowiozę komputer ze sobą, co w istocie robiłem w przypadku pierwszych ogłoszeń. Docelowo interesuje mnie także sprzedawanie antykarierowych produktów bezpośrednio ze stron Giełdy, na zasadzie podobnej do sklepu internetowego.
Agnieszka - Co takie działanie ma wspólnego z twoją własną samorealizacją, skoro - jak twierdzisz - jest ona dla ciebie najważniejsza?
Romek - Dokładnie wszystko. Żeby otrzymywać, trzeba dawać. Im więcej dam, tym więcej otrzymam. Poza tym dzięki takiej konstrukcji produktu mam okazję stale poruszać się w kręgu spraw, które są dla poszczególnych moich klientów najważniejsze albo prawie najważniejsze. Produkty moich klientów są bezpośrednią emanacją ich twórczości, talentu, powołania; wspierają ich materialnie, służąc ich dalszemu rozwojowi. Obcowanie z nimi jest uwznioślające. Za każdym razem jest to coś nowego, mogę się wiele nauczyć. Myślę, że produktem o jeszcze wyższej wibracji mógłby być tylko produkt zapewniający człowiekowi miłość i samorealizację w czystej postaci. To domena odpowiednio sfery uczuć i duchowości - i na te cudowne produkty przyjdzie nam chyba jeszcze jakiś czas poczekać.
Agnieszka - Czy boisz się konkurencji, że ktoś pożyczy sobie, albo ukradnie twoje pomysły?
Romek - Na razie dokładam do interesu, to znaczy poświęcam czas, energię i pieniądze na rozwój mojego pomysłu, więc gdyby ktoś chciał mi go ukraść, to w pewnym sensie oddałby mi przysługę. Też musiałby dołożyć. Ale tak na poważnie. Jedną z podstawowych zasad Giełdy, a myślę, że i antykariery, jest niekonkurencyjność. Jeśli ktoś zechce podobnie służyć ludziom, to świetnie. Nie obawiam się konkurencji. Co więcej - po cichu liczę na to, że może mój pomysł zainspiruje kogoś do współpracy. To potencjalnie duże przedsięwzięcie i jest w nim miejsce dla wielu sprzymierzeńców. Mobilizowanie sprzymierzeńców to jeden z wątków prawidłowo rozwijającej się antykariery. Przed nami kampania reklamowa i dużo, dużo pracy. A już zgłaszają się podenerwowani internauci z pretensjami, dlaczego reklama na Giełdzie Antykariery nie jest bezpłatna. Wymyśliłem, że będzie kosztować ok. 15 groszy dziennie!!!

Myślę także, że ta rozmowa to dobry moment, by wyrazić wdzięczność moim nauczycielom i przewodnikom, którzy - bez względu na to czy znałem ich osobiście, czy nie - w jakimś sensie są "ojcami" mojego przedsięwzięcia. Od kilkunastu lat żyję w oparciu o paradygmat wyrażony mottem "samorealizacja i służba ludzkości". Autorem tego motta jest nieżyjący już mistrz Shrii Shrii Anandamurti. Po drodze pojawili się: Rick Jarow (antykariera), Anthony Robbins (programowanie umysłu, wiara w nieograniczone możliwości człowieka), Abraham Maslow (psychologia transpersonalna, hierarchia potrzeb człowieka, psychologia ludzi sukcesu), a ostatnio N. D. Walsch i jego "Rozmowy z Bogiem". W sumie mój pomysł nie byłby nawet możliwy do wymyślenia, gdyby także nie tych parę osób, które wymyśliły i upowszechniły Internet.

Agnieszka - Czy Giełda Antykariery to twój ostateczny cel? Czy masz jeszcze jakieś inne pomysły?
Romek - Pomysły to moja specjalność, chociaż rzeczywiście chwilowo jestem zajęty realizacją Giełdy Antykariery w Internecie. Nie wyczerpuje to jednak moich planów na przyszłość. Od dawna marzy mi się, a od dwóch lat coraz konkretniej, stworzenie dużego ośrodka szkoleniowego, w którym ludzie poszukujący mogliby szkolić się w tych wszystkich dziedzinach, które nie mieszczą się dziś w głównym nurcie edukacji na poziomie uniwersyteckim, takich jak antykariera, joga, zen, astrologia, feng shui, NLP i wiele innych. Zależy mi na tym, by konkurujące czasem ze sobą praktyki mogły tam współistnieć dla najwyższego dobra wszystkich razem i każdego z osobna na zasadzie wolności i różnorodności. Czasem przychodzi mi do głowy nazwa: "Uniwersytet Transpersonalny", czasem "¦wiatowe Centrum Antykariery". I nie boję się tych wielkich nazw i wielkich celów, bo jak już wspominałem, dla wielkich celów chce się żyć. Nawiasem mówiąc z moich rozmów ze znajomymi wynika jasno, że podobne pomysły rodzą się nie tylko w mojej głowie. Kilka już nawet zrealizowano, ale chyba jeszcze nie w optymalnej postaci. Ciekawe jest też to, że kiedy niecałe dwa lata temu, na spotkaniu Polskiego Towarzystwa Transpersonalnego z udziałem około 30 osób, czyniłem może nieco mniej publiczne "wyznanie marzeń", mówiłem o stworzeniu gazety poświęconej rozwojowi duchowemu i "zwiększaniu rynkowej wartości człowieka". Nie twierdzę, że już odniosłem jakiś wielki sukces, ale po dwóch latach poszukiwań mam własny serwis internetowy, służący dokładnie do tych samych celów, jakie stawiałem sobie dwa lata wcześniej. Sprawdza się tu więc namacalnie jedna z zasad antykariery, która mówi, że to, co planujemy, jest raczej trajektorią lotu, kierunkiem czy obszarem działań, niż dokładnie rozpisanym harmonogramem. My jesteśmy odpowiedzialni za wybór kierunku, za naszą determinację, za zainwestowaną energię. O szczegóły martwią się siły wyższe, podczas gdy my pozostajemy uważni na otwierające się przed nami kolejno możliwości.
Zaanonsowałem w Internecie warsztat Ricka Jarowa w Polsce i mogę powiedzieć, że zainteresowanie wśród osób, które go dotąd nie znały, jest bardzo duże. Jest nawet spora grupa ludzi, którzy chcieliby osiągnąć w dziedzinie antykariery coś w rodzaju "pasa mistrzowskiego" i przekazywać tę wiedzę innym. Poza tym cały czas zastanawiam się, jaka mogłaby być oferta dla ludzi, którzy okażą się odporni na antykarierę, zarówno w warstwie ideologicznej, jak i w życiu, czyli będą chcieli pracować wyłącznie na etatach, wyłącznie dla kogoś, świadomie wpisując się w cudzą bajkę, świadomie nie tworząc własnej. Myślę także o stworzeniu produktu pozbawionego wszelkiego nawisu ideologicznego tak, by można było progresywne przedsięwzięcia adresować również do świata biznesu. Ale to na razie pomysły w fazie wizyjnej.
Agnieszka - Powiedziałeś kiedyś, że książka "Antykariera" to Biblia pracy na nadchodzący XXI wiek. Co miałoby to oznaczać?
Romek - Oznacza to tyle, że z jednej strony książka jest niezwykle głęboko zakorzeniona w obu wielkich kulturach Wschodu i Zachodu, a jednocześnie jest jedną wielką, pozytywną wizją przyszłości, zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i ogólnoludzkim. Tendencje, widoczne obecnie w wielu dziedzinach - od wzrostu demokracji, lepszej kondycji praw człowieka, poprzez tendencje w gospodarce, rozwój technologiczny, a na rynku pracy kończąc - wydają się potwierdzać scenariusze zawarte w "Antykarierze". W Stanach Zjednoczonych, których gospodarka z jej produkcją, technologią, rynkiem pracy itp., wyznacza od lat większość światowych standardów ekonomicznych, mamy do czynienia niemal z zanikiem bezrobocia. Specjaliści z różnych dziedzin są niezwykle poszukiwani, znakomicie opłacani, choć zakuci w tzw. "złote kajdany" przywilejów i bonusów, którymi obsypują ich lękające się o kadrę przedsiębiorstwa. Sami pracownicy też, oczywiście, boją się całkowitej samodzielności, dlatego - głównie ze względu na swoje bezpieczeństwo - tą sytuację akceptują. Ale i tak zmienią pracę ok. 20-25 razy w tzw. karierze, czyli wykazują się lojalnością jedynie wobec ... siebie. Niemniej w drodze wspinania się po szczeblach kariery można wspiąć się na sam szczyt, ale często okazuje się, że drabina była przystawiona nie do tej ściany, co potrzeba! I tu klops. I tu jest miejsce dla antykariery, czyli kariery w oparciu o własną, a nie cudzą bajkę.
¦lady tej tendencji można odkryć również u nas. Wśród najzdolniejszych i najambitniejszych młodych polskich pracowników do najwyższych wartości wiązanych z miejscem pracy należą możliwość samorealizacji, a także, co bardzo ciekawe, możliwość rozwijania swoich umiejętności, udział w szkoleniach itp. To mieszanka wybuchowa, która prędzej czy później doprowadzi takich ludzi do pełnej samodzielności i, w konsekwencji, do uruchomienia działalności na własny rachunek. Stąd już bardzo blisko do antykariery.
Poza tym rozwój nowych technologii, w szczególności Internetu, sprzyja zupełnie nowemu myśleniu o pracy. Coraz więcej ludzi na świecie pracuje w domu, mogąc więcej czasu przeznaczyć dla rodziny i na własne zainteresowania. W Stanach i nie tylko tam, panuje obecnie rodzaj Drugiej Gorączki Złota. Ludzie rzucają świetnie płatne posady i przeprowadzają się na Zachodnie Wybrzeże w poszukiwaniu szczęścia we własnym biznesie związanym z Siecią. Powszechnie znani są legendarni bogacze najnowszej produkcji, bo sprzed zaledwie 3-4 lat, twórcy wiodących przedsięwzięć internetowych typu Amazon.com czy Yahoo, dla których źródłem sukcesu, jak w antykarierze, jest nieskrępowana myśl, czysty akt twórczy. Ja sam projektując mój produkt internetowy czuję się czasem jak odkrywca, uczony badacz (to moja bajka jeszcze z bardzo wczesnych lat szkolnych). Czasem czuję to wręcz tak, jakbym frunął na krawędzi rozszerzającego się Kosmosu napędzany pierwotną energią Wielkiego Wybuchu. Może brzmi to patetycznie, ale tak jest. Mam poczucie tworzenia czegoś z niczego. To fascynujące.
Antykariera jest w ogóle z trochę innej, nieco futurystycznej bajki. Mianowicie antykariera opowiada o tworzeniu, ty sam stwarzasz rozmaite produkty, ale tak naprawdę to TWORZYSZ WŁASNE ŻYCIE. Natomiast dzisiejszy świat oparty jest jeszcze w dużej mierze na paradygmacie konsumpcji. Ale to się zmienia. W końcu stworzono nas, jak mówią, "na obraz i podobieństwo", a zatem powinniśmy posiadać w sobie atrybut stwarzania. I posiadamy go, a kiedy go jeszcze na dodatek wykorzystujemy, stwarzamy coś, wtedy czujemy, że to jest nam przyjemne i nie chcemy już z tego rezygnować. Dlatego ja nie martwię się o przyszłość, bo wiem, że będzie przyjemniejsza niż dzień dzisiejszy. Ponieważ będziemy tworzyć więcej.
Agnieszka - Od czego więc zaczynać?
Romek - Niezłe pytanie. Nie wiem. Wydaje mi się, że każdy powinien zacząć od tego miejsca, w którym jest teraz. Można przeczytać książkę "Antykariera", porozmawiać z przyjaciółmi, pomedytować. Na pewno będzie trzeba wrócić do marzeń, do najwznioślejszych uczuć, jakie kiedykolwiek mieliśmy. Trzeba będzie się dowiedzieć, jak chcemy żyć, w jaką bajkę się wpisać. I trzeba będzie zacząć wychodzić poza schematy, stwarzać siebie i żyć.
Na koniec chcę powiedzieć, że droga antykariery nie jest drogą łatwą ani prostą. Wymaga wielkiej determinacji i może skończyć się niepowodzeniem w sensie materialnym. Niemniej nagrody są kuszące. Do najważniejszych należy poczucie własnej wartości i godności wynikające z faktu, że to ja sam, a nie ktoś za mnie, decyduję o swoim losie, robię to, co chcę, rozwijam się, dążę do mojego najwyższego celu. Można to zestawić z uczuciem, które ma większość ludzi pracujących na etatach, mianowicie, że się sprzedali, że realizują cudze wizje, a o swoich zapomnieli lub nigdy nie mieli odwagi lub ... czasu, by je wymyślić. Ale z kolei na drodze antykariery nikt ci nie powie, co masz robić, jeśli nagle stracisz z oczu swój cel, zagubisz inspirację. Ale takie życie jest przygodą, jest sztuką, wartością samą w sobie, podczas gdy w dobie funduszy emerytalnych często odnoszę wrażenie, że większość ludzi urodziła się po to, żeby umrzeć - na emeryturze, oczywiście. Ja wybieram życie.



Autor:

tematy pokrewne:

>>>> Przekraczanie potoczności   - ... czyli o co chodzi Andrzejowi Dudkowi-Durerowi? Z wrocławskim artystą Andrzejem Dudkiem-Durerem o życiu, sztuce, reinkarnacji, rozmawia Agnieszka Olędzka.
nr 51 czerwiec / 1999

>>>> Publikacja pracy licencjackiej Sławomira Józefowicza   - Włodek Józefowicz - rolnik i socjolog z wykształcenia i zainteresowania. w 2007 ukończył studia pierwszego stopnia na umk w toruniu na wydziale humanistycznym. od trzech lat prowadzi niewielkie gospodarstwo rolne przejete od rodzicow, od dwóch lat me czerwiec / 1999


Znaleziono 2 artykuły związane z tematem Klub ludzi Antykariery.




- [ do^góry ] - [ spis działów ] - [ antykariera ] - [ ekologia ] - [ kosmetyki ] - [ kultura ] - [ lekarze ] - [ medycyna ] - [ nieznane ] - [ rośliny ] - [ rozmowy ] - [ wegetarianizm ] - [ odżywianie ] - [ wegetarianie ] - [ zwierzęta ] -